Kampania „Czy wiesz, że…”
„Czy wiesz, że style przywiązania z dzieciństwa wpływają na dorosłe relacje?”

Gdybyśmy na pierwszej randce, zamiast o ulubione filmy, pytali o to, czy jako dzieci czuliśmy się bezpieczni, zaoszczędzilibyśmy sobie wielu rozczarowań. Ale tego nie robimy. Wolimy wierzyć w magię spotkania, w „to coś” lub, że po prostu trafiamy na trudnych ludzi. Tymczasem większość naszych relacji i miłosnych zmagań to nie pech, lecz echo tego, co zapisało w nas dzieciństwo. Psychologia nazywa to stylami przywiązania czyli takim mechanizmem, który określa, jak reagujesz na bliskość i dystans w relacji. Style przywiązania powstają w wyniku tego, jak nasi opiekunowie (rodzice) reagują na nasze potrzeby w dzieciństwie, zwłaszcza te emocjonalne. Jeśli robią to w sposób prawidłowy to kształtują ufnego względem siebie i innych człowieka, a jeżeli z różnych przyczyn tego nie robią, to twoje podejście do siebie i innych staje się pozabezpieczane.
Te nasze ukształtowane style przywiązania są z nami codziennie. One idą z nami na kawę ze znajomymi, wyjeżdżają na urlop, ba … idą z nami do pracy i podpowiadają nam, jak rozumieć zachowania ludzi. W relacjach ze znajomymi te różnice widać najlepiej w małych gestach. To dlatego jedna przyjaciółka czuje ukłucie smutku, gdy nie masz dla niej czasu. I nie dlatego, że chce Cię kontrolować, ona po prostu boi się, że przestała być dla Ciebie ważna. Z kolei kolega z pracy, gdy tylko rozmowa schodzi na bardziej osobiste tematy, nagle chowa się za stosem dokumentów, bo zbyt duża bliskość kojarzy mu się z utratą wolności, czyli zagrożeniem. Zrozumienie tych dróg, którymi każdy z nas idzie, to pierwszy krok do budowania dobrych dla siebie relacji.
Najbardziej pożądaną drogą jest bezpieczny styl przywiązania. Osoba obdarzona tym stylem to ktoś, kto w relacjach czuje się po prostu jak u siebie. Nie szuka drugiego dna w twoim milczeniu ani nie układa czarnych scenariuszy, gdy nie odbierasz telefonu. Jeśli nie odpisujesz przez kilka godzin zakłada, że po prostu jesteś zajęty życiem a nie, że przestałeś/aś kochać.
Dla kogoś o lękowym stylu przywiązania bliskość jest jak bezcenny skarb, którego nieustannie boi się stracić. Taka osoba potrzebuje zarówno w relacji koleżeńskiej czy miłosnej częstych potwierdzeń, gestów i zapewnień, że wszystko jest w porządku, bo cisza brzmi dla niej jak zapowiedź końca. np. lubisz mnie jeszcze?, mam nadzieję, że się nie obraziłaś/eś, kochasz mnie jeszcze?, czemu odpisałeś/aś dzisiaj tylko jednym słowem? Ten lęk nie bierze się ze złośliwości, tylko z ogromnej potrzeby bycia ważnym dla kogoś.
Dla osoby o unikowym stylu bliskość, zamiast dawać bezpieczeństwo, budzi podświadomy lęk przed utratą siebie. To nie jest chłód serca, lecz wyuczony sposób na przetrwanie. Taka osoba czuje się najlepiej, gdy zachowuje bezpieczny dystans. W relacjach osobistych to ten partner, który po wyjątkowo czułym wieczorze nagle potrzebuje „więcej przestrzeni” i milknie na dwa dni, by odzyskać poczucie kontroli.
Do najbardziej złożonego obciążającego stylu przywiązania należy styl zdezorganizowany. To pragnienie bliskości, które nieustannie zderza się z paraliżującym strachem przed nią. Wyobraźmy sobie kogoś, kto stoi przed otwartymi drzwiami: całym sercem chce wejść do środka, by poczuć ciepło domowego ogniska, ale jednocześnie każdy krok naprzód kojarzy mu się z ogromnym niebezpieczeństwem, bólem i cierpieniem. W relacjach osobistych to ten partner, który potrafi jednego dnia obsypać Cię czułością, by następnego bez wyraźnego powodu odepchnąć Cię chłodnym słowem lub prowokacją. Nie robi tego z wyrachowania, on po prostu czuje się osaczony przez własne, sprzeczne emocje.
Zrozumienie kogoś o nieprawidłowym stylu przywiązania wymaga ogromnej cierpliwości, bo pod jego trudnym zachowaniem kryje się dziecko, które kiedyś nauczyło się, że ci, którzy mieli kochać, bywali jednocześnie źródłem największego lęku. Prawdziwa zmiana, aby lepiej się czuć w relacjach zaczyna się wtedy, gdy zrozumiemy, że zachowania innych ludzi rzadko są wymierzone przeciwko nam. Z kolei zrozumienie siebie to nauka własnych emocji. To moment, w którym przestajesz myśleć, że coś jest z Tobą nie tak. W tej nauce chodzi o to, by między tym, co czujesz, a tym, co zrobisz, pojawiła się choć sekunda przerwy. To ta krótka chwila, w której zamiast wysłać kolejną wiadomość pełną wyrzutów, potrafisz pomyśleć: „Boję się, bo poczułem się nieważny, ale to tylko mój stary lęk”. Albo ten moment, gdy zamiast uciekać przed szczerym wyznaniem, bliskiej ci osoby zauważasz: „Chcę się wycofać, bo bliskość mnie przeraża, ale przecież nic złego się nie dzieje”.
Najważniejszą informacją jest to, że osoba spoza bezpiecznego wzorca przywiązania (lękowego, unikającego lub zdezorganizowanego) może wypracować zdrowsze mechanizmy reagowania w relacjach i nabyć ten właściwy – bezpieczny. Może to zrobić poprzez: psychoterapię, relację z osobą o bezpiecznym stylu, pracę nad samoświadomością oraz naukę regulacji emocji.
Jeśli rozpoznajesz u siebie konkretne zachowania, które pasują do któregoś z tych opisów a chciałbyś je zmienić, serdecznie zapraszamy do Działu Profilaktyki Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, w Centrum
Aktywności Lokalnej, tel 74 645 86 55, 885 370 011
W wychowaniu rzadko słychać fanfary. Nie ma dźwięku, który ogłasza: „Uwaga, to będzie pierwszy raz” albo „Proszę państwa, właśnie wydarza się ostatni”. A jednak całe rodzicielstwo – i w dużej mierze także praca pedagoga – składa się właśnie z takich chwil. Cichych, niepozornych, często niedostrzeganych.

Pierwszy raz, kiedy dziecko kłamie. Pierwszy raz, kiedy wraca później, niż było umówione. Pierwszy raz, kiedy mówi „nie” i sprawdza, czy świat się zawali. I pierwszy raz, kiedy dorosły przymyka oko, bo jest zmęczony, bo to „tylko drobiazg”, bo „przecież nic wielkiego się nie stało”. Nie dramatyzujmy – jedno kłamstwo nie czyni z dziecka kłamcy, a jeden błąd nie przesądza o jego przyszłości. Wychowanie nie polega jednak na reagowaniu dopiero wtedy, gdy wydarzy się coś naprawdę poważnego. Polega raczej na uważności wobec tych pierwszych razów. Bo to one często wyznaczają kierunek. Pierwsze przekroczenie granicy bywa bardzo ciche, nie przypomina burzy, raczej kamień wrzucony do wody. Fale są niewielkie, ale kręgi rozchodzą się coraz dalej. Jeśli dorosły nie zatrzyma się przy tym momencie, dziecko uczy się nie tyle złego zachowania, co czegoś znacznie ważniejszego – że granice są płynne, a zasady zależą od okoliczności. Następnie przychodzi czas, który dla wielu rodziców jest prawdziwym wyzwaniem – dorastanie. Pierwsze wagary, pierwsza noc bez informacji, gdzie się jest, pierwszy alkohol „bo wszyscy pili”. Pierwsze drzwi zamknięte z trzaskiem i zdanie rzucone przez ramię: „Nie masz prawa mnie kontrolować”.
To są właśnie momenty, w których także rodzic przeżywa swoje pierwsze razy: doświadcza bezradności wobec własnego dziecka, uświadamia sobie, że nie ma już pełnej kontroli nad jego światem. I właśnie wtedy zaczyna się najtrudniejsza część wychowania. Dorastanie nie polega na zrywaniu więzi, bardziej na jej przekształcaniu.
W pracy z rodzinami często widzę dwa skrajne podejścia. Jedni rodzice próbują kontrolować wszystko, inni – z obawy przed konfliktem – przestają stawiać granice. Tymczasem młody człowiek najbardziej potrzebuje czegoś pomiędzy: obecności dorosłego, który potrafi słuchać, ale też jasno mówić, gdzie przebiega granica.
Pierwszy raz, gdy nastolatek realnie ponosi konsekwencję swojego wyboru, jest jednocześnie pierwszym momentem uczenia się odpowiedzialności. Z kolei ostatni raz, gdy rodzic ratuje go przed każdym skutkiem jego decyzji, bywa początkiem bezradności w dorosłym życiu. Problemy wychowawcze, uzależnienia czy kryzysy relacji rzadko zaczynają się dramatycznie. Najczęściej mają swój niewinny początek. Pierwsze „spróbuję tylko raz”, „nic się nie stanie”, „przesadzasz”. Po latach wielu dorosłych mówi wtedy: „Gdybym wtedy zareagował”, „Gdybym wtedy postawiła granicę”.
Ten tytuł ma też drugą stronę. Zawsze jest pierwszy i ostatni raz – również w zmianie. Ostatni raz, kiedy rodzic krzyczy zamiast rozmawiać. Ostatni raz, kiedy dziecko słyszy, że „z niego nic nie będzie”. Ostatni raz, kiedy w domu wygrywa milczenie zamiast rozmowy. I pierwszy raz, kiedy ktoś mówi: „Zatrzymajmy się i spróbujmy inaczej”. Wychowanie nie jest projektem doskonałości, bardziej codziennym towarzyszeniem młodemu człowiekowi w jego drodze do dorosłości. Czasem z sukcesami, czasem z błędami, ale zawsze z nadzieją, że relacja jest ważniejsza niż chwilowa wygrana w sporze. Bo w wychowaniu naprawdę zawsze jest ten pierwszy i ostatni raz. I od naszej uważności zależy, który z nich stanie się początkiem czegoś dobrego.
Jeśli potrzebujesz wsparcia, zgłoś się do Działu Profilaktyki w Centrum Aktywności Lokalnej lub zadzwoń pod nr telefonu: 74 645 86 59 lub 885 370 011.
Autorka tekstu: Jadwiga Wąsik, pedagog


